-Podejdźmy do karczmarza i pomyślmy o noclegu.-odrzekł, po czym uśmiechnął się, nie chcąc martwić dziewczyny.
Mężczyzna przy ladzie był zdenerwowany. Nosił jeansowe spodnie na szelkach i czerwoną koszulę w kratę. Broda dodawała mu powagi. Widać było, że swoje już przeżył i chciał wieść spokojnie życie, jednak nie wszystko wskazywało na to, że mu się to udaje. Wziął plecak z podłogi i poprosił ją wskazaniem ręki, żeby wstała, cały czas przypatrywał się osiłkom. Wziął także jej torbę, podeszli do karczmarza. Posłusznie wstała i ruszyła za mężczyzną. Zauważyła, że zwróciło to uwagę 3 mężczyzn, po których przejściu stał się taki spięty. Ich wzrok był skierowany, na przesuwając się między stolikami postacie. Pili piwo, miecze, jak i pałki wskazywały na to, że nie będzie tu spokojnie jednak miał nadzieję na miły wieczór z Miriam. Po ustaleniu ceny za pokój wyjęła 8 monet i oddała karczmarzowi. Porozmawiali jeszcze chwilę, cały czas obserwował bacznie karczmarza i osiłków. Spojrzał na Miriam, była spokojna, uśmiech napawał go optymizmem, ośmielił. Nadal jednak nie ufał im, miał nadzieję, że nie będzie musiał robić użytku z kuszy.
-Chodźmy.- złapała towarzysza za ramię i pociągnęła w stronę schodów prowadzących do pokoi. Korytarze były zniszczone, kilka desek odpadło ze ścian, a na ścianach wisiały obrazy w pobitych ramach. Widok nie był zachęcający, jednak wszędzie tak było. Można było jedynie wyobrażać sobie, jak wyglądały te miejsca przed tym wszystkim. Rozmyślał i odpływał, pogrążał się w odmętach swoich rozmyślań. Jednak każdy chce przeżyć, a to miejsce wydawało się bezpieczne. Gdy weszli już na górę i mieli ochotę odpocząć. Usłyszeli krzyk. Mężczyzna był nierozsądny, ale bardzo pomocny. Spojrzał na Miriam i w jego wzroku było widać, złość. Załadował kuszę, bełty były ostre i potrafiły przebić pełno zbrojnego, trafienie dla takiego bandyty z odległości kilku metrów było śmiertelne.
-Te krzyki nie wróżą niczego dobrego. Idę zobaczyć co się dzieje.- postawił ich rzeczy na ziemi, pocałował ją w policzek.
-Kocham Cię, zaraz wracam- ruszył z powrotem w stronę schodów, kusza była w nie wycelowana, spodziewał się jednego na schodach. Spokojny wieczór został zachwiany przez bandę bandytów, był zmęczony zabijaniem. Adrenalina biła w schronie, czuł ich obecność. Powolnym krokiem kierował się w dół.
Mężczyzna przy ladzie był zdenerwowany. Nosił jeansowe spodnie na szelkach i czerwoną koszulę w kratę. Broda dodawała mu powagi. Widać było, że swoje już przeżył i chciał wieść spokojnie życie, jednak nie wszystko wskazywało na to, że mu się to udaje. Wziął plecak z podłogi i poprosił ją wskazaniem ręki, żeby wstała, cały czas przypatrywał się osiłkom. Wziął także jej torbę, podeszli do karczmarza. Posłusznie wstała i ruszyła za mężczyzną. Zauważyła, że zwróciło to uwagę 3 mężczyzn, po których przejściu stał się taki spięty. Ich wzrok był skierowany, na przesuwając się między stolikami postacie. Pili piwo, miecze, jak i pałki wskazywały na to, że nie będzie tu spokojnie jednak miał nadzieję na miły wieczór z Miriam. Po ustaleniu ceny za pokój wyjęła 8 monet i oddała karczmarzowi. Porozmawiali jeszcze chwilę, cały czas obserwował bacznie karczmarza i osiłków. Spojrzał na Miriam, była spokojna, uśmiech napawał go optymizmem, ośmielił. Nadal jednak nie ufał im, miał nadzieję, że nie będzie musiał robić użytku z kuszy.
-Chodźmy.- złapała towarzysza za ramię i pociągnęła w stronę schodów prowadzących do pokoi. Korytarze były zniszczone, kilka desek odpadło ze ścian, a na ścianach wisiały obrazy w pobitych ramach. Widok nie był zachęcający, jednak wszędzie tak było. Można było jedynie wyobrażać sobie, jak wyglądały te miejsca przed tym wszystkim. Rozmyślał i odpływał, pogrążał się w odmętach swoich rozmyślań. Jednak każdy chce przeżyć, a to miejsce wydawało się bezpieczne. Gdy weszli już na górę i mieli ochotę odpocząć. Usłyszeli krzyk. Mężczyzna był nierozsądny, ale bardzo pomocny. Spojrzał na Miriam i w jego wzroku było widać, złość. Załadował kuszę, bełty były ostre i potrafiły przebić pełno zbrojnego, trafienie dla takiego bandyty z odległości kilku metrów było śmiertelne.
-Te krzyki nie wróżą niczego dobrego. Idę zobaczyć co się dzieje.- postawił ich rzeczy na ziemi, pocałował ją w policzek.
-Kocham Cię, zaraz wracam- ruszył z powrotem w stronę schodów, kusza była w nie wycelowana, spodziewał się jednego na schodach. Spokojny wieczór został zachwiany przez bandę bandytów, był zmęczony zabijaniem. Adrenalina biła w schronie, czuł ich obecność. Powolnym krokiem kierował się w dół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz