-Ja ciebie też...-zdążyłam odpowiedzieć, zanim mężczyzna zniknął w drzwiach. Nie byłam zadowolona z tego pomysłu. Miałam wrażenie, że zawsze się niepotrzebnie naraża. Z dołu dało się słyszeć odgłosy walki. Straszny chaos. Nagle rozległ się okropny, nieludzki krzyk. Przerażona wyjęłam stary sztylet z cholewki buta. Odczekawszy kilka chwil, postanowiłam opuścić pokój. Hunter stał tuż za ścianką na schodach.
Mężczyzna wystrzelił w kierunku zakapturzonych postaci. Bandyci byli oszołomieni. nie pomyśleli, że ktokolwiek im się sprzeciw stawi. Chowali się za po przewracanymi grubymi stolikami. Nie był to mądry pomysł, bo strzał z kuszy Huntera przebijał takie drewno bez problemu.
-Koniec zabawy, zabierać kumpla, bo będzie trzeba iść po grabarza, a nie lekarza- zagroził im, cały czas do nich celując.
-Koniec zabawy, zabierać kumpla, bo będzie trzeba iść po grabarza, a nie lekarza- zagroził im, cały czas do nich celując.
Wychyliła się ze szczytu schodów. Gdy ujrzałam go całego i zdrowego poczułam ulgę. Postanowiłam nie wtrącać się w tę walkę, gdyż sama nie miałam za dużego doświadczenia, a Hunter świetnie sobie radził. Czekałam, aż da jej jakiś znak. Po chwili mężczyzna dał mi znak, aby nie schodziła.
Chwile nieuwagi wykorzystał bandyta, podbiegają do Huntera. Szybkim zamachnięciem zdołał trafić go nożem w udo. Ostrze przebiło się przez ochraniacze i dotarło do ciała. Lekko zdezorientowany facet uderzył bandytę w twarz, lecz sam stracił równowagę i upadł na schody.
Błyskawicznie rzuciłam sztyletem w napastnika. Los dał, że trafiłam go prosto w oko. Bandyta padł martwy. Jeden z jego kompanów ukrył się za barem, a drugi stał jak wryty. Pomogłam wstać partnerowi, podając mu dłoń. Od razu podparł się o balustradę nie mogąc utrzymać równowagi .
-A mówiłeś, że wszystko przytrzymają...-spojrzałam na plamę krwi sączącej się z rany. Hunter to jednak zbagatelizował. Szukał czegoś wzrokiem i wydawało się, jakby coś planował.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz