piątek, 17 lutego 2017

Chwila spokoju


-Ta kanalia uciekła z moim sztyletem- Dodałam po chwili, uśmiechając się do towarzysza. Wpatrywałam się w jego piękne, ciemne oczy. Powoli otarła dłonią krew bandyty z jego policzka. Wtedy sobie przypomniałam o jego zranieniu.
-W plecaku mam bandaże. Opatrzymy ci nogę.-stwierdziłam, nie odsuwając się od partnera.
-Dziękuje, nie poradziłbym sobie bez Ciebie- mężczyzna przytulił mnie jeszcze mocniej. Po chwili spojrzeliśmy na karczmarza który ewidentnie chciał nam coś przekazać.
-Zostańcie, bez was zabiliby mnie, oni niczego się nie boją, dziękuje... nocleg i śniadanie macie na koszt firmy- powiedział właściciel lokalu z wdzięcznością.
-Dziękujemy, to naprawdę wielki gest z Pana strony- odpowiedział Hunter za nas oboje.
-Widzisz, będziemy mogli Ci kupić nowy sztylet, a może nawet i jakiś łuk!- krzyknął zadowolony Hunter. Spodobał mi się ten pomysł. Jednak najpierw trzeba było zjąc sie jego raną. Pomogłam Hunterowi wejść po schodach na górę. Posadziłam go na łóżku i przykucnęłam przy nim. Zdjęłam ochraniacze.
-musisz zdjąć spodnie.- podniosłam wzrok znad plamy krwi.
Mężczyzna zrobił to bez słowa. Z plecaka wyjęła opatrunki i maść. Przemyła ranę wodą. Było już widać, że rana nie jest bardzo poważna. Wykonałam opatrunek i pocałowała to miejsce.
-Do wesela się zagoi.-odparłam dumna z partnera. Uratował nas przecież przed bandytami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy