-Najwyraźniej się myliłem- odparł z uśmiechem na twarzy. Podniósł kusze i wstał. Podszedł do baru i zobaczył, że nietrafiony bandyta trzyma barmana jako zakładnika.
-A więc wzywamy grabarza, za tę ranę wam nie daruję- powiedział do przestraszonego bandyty. Wycelował, a drugą ręką poprosił Miriam, aby zajęła się drugim bandytą. On zaś celował mu prosto w oczy. Strzelił bez wahania. Miał dość oszczędzania tych szumowin, jednak bał się, co pomyśli o tym Miriam. Stał spokojny i opanowany, czuł jedynie wstręt do tych ludzi. Wyjęła sztylet z głowy trupa i podbiegła do ostatniego mężczyzny. Widać było, że był najmniej odważny i najsłabszy z ich trójki. Zaatakował pierwszy, celując pięścią w twarz. Odparła cios. Wykonała szybki zamach i sztyletem trafiła w bark mężczyzny. Automatycznie się cofnął. Wpadł na krzesło i zrobił fikołka do tyłu. Podniósł się, uciskając ranę. Szybko oszacował swoje szanse i wziął nogi za pas. Hunter odwrócił się i widział jedynie uciekającego bandytę. Nie miał siły go gonić, odetchnął z ulgą i spoglądał na Miriam.
-Przepraszam, mam dość pozostawienia tych szumowin przy życiu- odezwał się do Miriam. Podszedł do karczmarza i pomógł mu wstać.
-Przepraszamy za rozróbę, możemy odejść, jeżeli tego chcesz- podszedł do Miriam i liczył na uścisk. Objęła go i mocno przytuliła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz