czwartek, 16 lutego 2017

Trudne początki

Wojny bardzo wyniszczyły tereny królestwa Otinam. Wystarczyła jedna iskra buntu, aby zniszczyć większość starań króla Filipa na lepsze życie poddanych. Pamięć o malowniczych krajobrazach jednak na zawsze pozostała w naszych sercach. Centrum miast ucierpiały najbardziej. Ludzie chodzą tam głodni, biedacy umierają na ulicach. Świat zmienia się coraz bardziej. Wszyscy starają się żyć na własną rękę. Nie każdemu to jednak wychodzi. Bandyci są coraz bardziej śmiali. Władze nie dają już powoli rady. Dlatego nasz monarcha postanowił zwołać wszystkich członków Zakonu do stolicy, aby przywrócić dawny ład i porządek.
~*~
Siedziałam razem z Natan w tawernie. Popijaliśmy piwo i rozmawialiśmy o całej sytuacji, która ma miejsce w naszym państwie. Po jakimś czasie znudził nas ten temat i siedzieliśmy w ciszy. Towarzysz wyglądał przez okno. Nie było tam jednak nic ciekawego. W świetle księżyca dało się jednak zobaczyć zniszczone ulice i grupki ludzi z pieczonymi szczurami na sprzedaż.
Byłam mocno zmęczona podróżą. Powieki strasznie mi się kleiły. Wyjęłam czarną skórzaną sakwę, aby przeliczyć pieniądze, które nam zostały. Potrząsnęłam nią, wsłuchując się w brzdęk monet. Wysypałam złote monety na stół. Zwróciło to uwagę mężczyzny.
-15...starczy na przenocowanie tu jednej nocy i śniadanie- odparłam lekko zawiedziona.
-Przynajmniej jedna spokojna noc- mężczyzna odpowiedział jak by automatycznie. Nadal wpatrywał się w ulice. Nagle ludzie zaczęli chować się w ciemnych uliczkach, porzucając swoje dotychczasowe zajęcia. Do tawerny weszły trzy osoby w ciemnych płaszczach i bronią u boku. Starałam się siedzieć spokojnie w przeciwieństwie do Huntera, który wyraźnie zaczął się niepokoić. Towarzysz położył jedną rękę na broni, a drugą na mojej ręce. Nie zapowiadało to nic dobrego.
-Co się dzieje?- zdziwiona spojrzałam na poważną twarz mężczyzny.
Trzech przybyszy rozejrzało się po budynku. Po wymienieniu ze sobą kilku zdań ruszyło w stronę naszego stolika. Postacie usiadły przy stoliku obok, a karczmarz podszedł do nich szybkim krokiem. Myślał, że przynajmniej w cywilizowanym świecie nie będzie bandytów, bardzo się mylił.
- Spokojnie, jesteśmy w mieście- Natan szepnął mi do ucha. Widziałam, jak trzymał rękę na kuszy z załadowanym bełtem.
Te słowa nie uspokoiły jednak mojego niepokoju, gdyż partner ciągle rozglądał się po tawernie. Zebrałam monety z powrotem do sakwy i wzięłam ostatni łyk piwa z kufla. Położyłam drugą rękę na dłoni mężczyzny.
-Co robimy? - zapytałam i z niecierpliwością czekałam, aż towarzysz podejmie decyzję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy