~*~
Siedziałam razem z Natan w tawernie. Popijaliśmy piwo i rozmawialiśmy o całej sytuacji, która ma miejsce w naszym państwie. Po jakimś czasie znudził nas ten temat i siedzieliśmy w ciszy. Towarzysz wyglądał przez okno. Nie było tam jednak nic ciekawego. W świetle księżyca dało się jednak zobaczyć zniszczone ulice i grupki ludzi z pieczonymi szczurami na sprzedaż.Byłam mocno zmęczona podróżą. Powieki strasznie mi się kleiły. Wyjęłam czarną skórzaną sakwę, aby przeliczyć pieniądze, które nam zostały. Potrząsnęłam nią, wsłuchując się w brzdęk monet. Wysypałam złote monety na stół. Zwróciło to uwagę mężczyzny.
-15...starczy na przenocowanie tu jednej nocy i śniadanie- odparłam lekko zawiedziona.
-Przynajmniej jedna spokojna noc- mężczyzna odpowiedział jak by automatycznie. Nadal wpatrywał się w ulice. Nagle ludzie zaczęli chować się w ciemnych uliczkach, porzucając swoje dotychczasowe zajęcia. Do tawerny weszły trzy osoby w ciemnych płaszczach i bronią u boku. Starałam się siedzieć spokojnie w przeciwieństwie do Huntera, który wyraźnie zaczął się niepokoić. Towarzysz położył jedną rękę na broni, a drugą na mojej ręce. Nie zapowiadało to nic dobrego.
-Co się dzieje?- zdziwiona spojrzałam na poważną twarz mężczyzny.
Trzech przybyszy rozejrzało się po budynku. Po wymienieniu ze sobą kilku zdań ruszyło w stronę naszego stolika. Postacie usiadły przy stoliku obok, a karczmarz podszedł do nich szybkim krokiem. Myślał, że przynajmniej w cywilizowanym świecie nie będzie bandytów, bardzo się mylił.
- Spokojnie, jesteśmy w mieście- Natan szepnął mi do ucha. Widziałam, jak trzymał rękę na kuszy z załadowanym bełtem.
Te słowa nie uspokoiły jednak mojego niepokoju, gdyż partner ciągle rozglądał się po tawernie. Zebrałam monety z powrotem do sakwy i wzięłam ostatni łyk piwa z kufla. Położyłam drugą rękę na dłoni mężczyzny.
-Co robimy? - zapytałam i z niecierpliwością czekałam, aż towarzysz podejmie decyzję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz